Publicysta, podcaster, youtuber, admin, programista, prowadzi własną działalność - człowiek orkiestra. Nagrywa na YouTube, udziela się w podcastach, działa charytatywnie i pomaga młodym ludziom w rozwoju.

Mam wielu znajomych prowadzących własną działalność gospodarczą. W tym tekście pominę osoby z bliskiej mi branży IT, bo to zupełnie inny świat, który naprawdę mocno odstaje od każdego innego biznesu. Ludzie firmy otwierają i zamykają. To naturalne. Ale dlaczego zamykają?

Zły ZUS

Według statystyk, najwięcej firm zamyka się w okolicach drugiego roku działalności. Co takiego dzieje się w drugim roku? Przedsiębiorca wchodzi wtedy na tzw. ‚duży ZUS’ (czyli przechodzisz z daniny 504 zł na około 1166zł – to podwyżka 2.3x). To zjawisko pewnie ograniczy wprowadzany od 2019 roku ZUS od przychodu – ale w jakim stopniu? Tego jeszcze nie wiadomo.

Wśród moich nietechnicznych znajomych wspomniany wyżej trend się potwierdza. Mijają dwa lata i zaczynają się rozmowy, że „chyba trzeba będzie zwinąć działalność, bo mi państwo zabiera prawie cały zysk”.

Duży ZUS przychodzi z zaskoczenia. Niczym złodziej w nocy. Nikt się go nie spodziewa, a gdy już przyjdzie, zabiera biznesy i niszczy marzenia… a przynajmniej tak to wygląda sądząc po tych statystykach i opiniach znajomych.

Straszny VAT

Drugi gwóźdź do trumny, to VAT. Taka zupełnie neutralna dla przedsiębiorcy opłata. Dostajesz coś w kwocie brutto, zatrzymujesz sobie netto i odliczony VAT wysyłasz do US. Transparentna operacja, która w moim przypadku widoczna jest tylko na ekranie, bo tych pieniędzy nie dotykam.

Niestety (dla niektórych ‚stety’), istnieje coś takiego jak kwartalne rozliczenie VATu (ja rozliczam się miesięcznie). Plusów jest sporo, bo jakby nie patrzeć, możesz przez trzy miesiące obracać dodatkową gotówką (która nie jest Twoja), wrzucić ją na małą lokatę i mieć z tego dodatkowe kilka stówek, czy nawet spłacić jakieś niewielkie zadłużenie itp. Super!

No właśnie nie tak super… Przysłowiowy „Janusz” (którego głos może usłyszeć w sobie każdy młody przedsiębiorca) dostaje kwotę brutto i… traktuje jak swoją, obraca nią (odliczając oczywiście VAT). Kupuje towar, wypłaca wynagrodzenia, jedzie za to na wakacje, jest bogaty!

Nagle przychodzi koniec kwartału i skarbówka mówi „panie Janusz, gdzie jest nasze 20.000 zł?” i jest płacz, złorzeczenia,  bo skąd wziąć taką kasę? „Skarbówka mnie okrada!” – ciśnie się na usta i na klawiaturę.

Tymczasem zasada jest prosta – gdy wydajesz cudze, pożyczone pieniądze (a VAT jest cudzy), to któregoś dnia będzie trzeba je oddać. Dla niektórych to totalne zaskoczenie, takie samo, jak w przypadku zmiany małego ZUSu na duży.

Teraz przykład: handel

Kiedyś rozmawiałem ze znajomym, który chciał handlować drewnem kominkowym. Prosił, abym „wszedł w jego biznes” (dał mu trochę kasy, a on mi odda trochę więcej po roku). Rozmowa wyglądała komicznie.

– Słuchaj, mogę sprowadzić naprawdę tanie drewno z Ukrainy! Ten interes to pewniak.

– Jak bardzo tanie?

– Metr drewna w Polsce kosztuje około 220zł. Znam gościa, co mi metr załatwi za 180zł. To nam daje 40zł na czysto.

– Mhmmm… a liczyłeś ile się tego sprzeda rocznie?

– Ejjj! No kto by nie kupił drewna 40zł tańszego niż na rynku? To będzie schodzić od ręki. Każdy kupi.

– Ale wiesz, że istnieje coś takiego jak MARŻA? Jak Ty kupujesz po 180, to raczej nie możesz sprzedawać po 180, bo Ci się to matematycznie nie domknie…

– No to będę jechał na minimalnej marży. Powiedzmy po 190-200 będę sprzedawał, to i tak będę tańszy od konkurencji i każdy do mnie przyjdzie po drewno.

– Czyli chcesz mieć 10-20zł przychodu na metrze?

– No tak. Eee… znaczy, na początek.

– A wziąłeś pod uwagę podatek, VAT i ZUS?

– To się na końcu podlicza dopiero… teraz Ci taki ogólny zarys biznesu tylko mówię.

– No ja myślę, że jednak na początku się to liczy. Wychodzi mi, że musisz sprzedać 60 metrów tego drewna, aby z ZUSem wyjść na zero. Do tego jeszcze liczmy 19 procent dochodówki i 23% VAT.

– O czym Ty gadasz!?

– Jak sprzedajesz towar po około 200 zł netto, to wychodzi, że klient musi dać za niego niecałe 250 zł brutto, aby Ci się VAT zgadzał. To wychodzi 30 zł drożej niż konkurencja. Do tego pomyśl, że to drewno z Ukrainy jakoś się musi znaleźć u nas w kraju. Doliczyłeś koszty transportu?

– Wiesz co… dawno nie gadałem z tak zawistnym i czarno widzącym wszystko człowiekiem. Znajdę innego inwestora! 😡

Teraz przykład: rzemiosło

Innym razem jechałem autobusem z koleżanką. Pracowała ówcześnie w sklepie bez etatu, ale powiadała mi, że na boku rozpoczęła produkcję ręcznie robionej biżuterii. Już zarejestrowała firmę i była na rynku od około 4 miesięcy. Miała nawet trochę klientów. Podpytałem ją o ten biznes.

– Jak Ci idzie biznes? Wychodzisz już na plus po tych 4 miesiącach?

– Może nie jest różowo, ale… tak! Jestem na plusie. Ostatni miesiąc na czysto wyszedł mi jakieś 400 zł. Wiesz, to nie jest moje źródło utrzymania, tylko takie hobby na boku. Siedzę sobie 2 godzinki dziennie nad tym po pracy. Zawsze lepiej mieć cztery stówy, jak nie mieć.

– To za nieco ponad rok, będziesz musiała na to hobby poświęcić tak ze 4 godziny dziennie.

– Niby dlaczego?

– Bo na pełen ZUS wejdziesz i Ci koszty wzrosną o jakieś 600zł. Będziesz 2 stówki w plecy co miesiąc.

– Umiesz pocieszyć człowieka…

– Staram Ci się przedstawiać tylko, jak to może wyglądać. No nie wygląda to ciekawie. Coś musisz pokombinować z tymi dochodami.

– Hmmm… to sobie zatrudnię kogoś do pomocy. Mam taką koleżankę, co się trochę na biżuterii zna i by mi mogła pomagać.

– Za 4 stówki miesięcznie ją zatrudnisz?

– Ty to chyba lubisz ludzi demotywować, nie? 🙁

Koleżanka zamknęła działalność po dwóch latach.

Wykres malejący skrzywiona buźka

Biznes to matematyka

To były dwa piękne pomysły na biznes… tylko ten zły VAT, ZUS i paskudna MATEMATYKA wszystko zepsuły. A teraz tak poważniej (to będzie moje zdanie, a nie święta prawda):

Tworząc biznesplan, wliczaj w niego pełny ZUS, a nie mały. W cenach końcowych uwzględniaj VAT. Nawet jeśli planujesz początkowo nie być VATowcem, bo kiedyś biznes Ci się rozwinie, wskoczysz na VAT i… niech Ci się nadal rozwija!

Jeśli Twój biznes nie domyka się finansowo (w Excelu) z uwzględnieniem pełnego ZUSu i VATu oraz innych specyficznych dla niego kosztów, które da się przewidzieć (jak transport czy zakup materiałów) – to z nim nie startuj.

Przeglądnij biznesplan, ulepszaj, modyfikuj, a w ostateczności może i zrezygnuj z biznesu, bo po co wkopywać się w ewentualne długi przez złą kalkulację kosztów?

Zaryzykuję tezę, że bankructwo młodej firmy to nigdy NIE jest wina ZUSu ani VATu, bo to są warunki zewnętrzne, które w pełni możesz przewidzieć.

Lista kosztów w biznesplanie

To nie jest pełna lista, ale same pewniaki, które musisz wycenić zanim założysz swój biznes:

– podatek dochodowy
– ZUS (w kalkulacji: zawsze pełen)
– VAT (musisz nim obarczyć klienta, więc cena końcowa poleci w górę – dla Ciebie jest neutralny)
– zakup i transport towarów (bez czego nie podziałasz i ile zapłącisz, by to mieć)
– dostarczanie towarów do klienta (czy trzeba zapakować? wydrukować? opłacić wysyłkę?)
– magazynowanie (czy wszystko zmieścisz pod łóżkiem?)
– obsługa księgowa (chyba, że jak ja, wszystko liczysz sam)
– pozyskanie klientów (jak do Ciebie trafią? jakaś reklama?)

Kiedy własny biznes się opłaci

Aby wyjść na więcej niż ZERO ze swoim pomysłem na biznes, Twój miesięczny DOCHÓD musi przekraczać 1500zł**. A jeśli z kalkulacji wychodzi Ci mniejszy dochód (ale nie mniejszy niż 650zł!), to będzie to fajne kieszonkowe na pierwsze dwa lata – później zbankrutujesz.

OK, koniec przemyśleń na dziś.

Ja chyba naprawdę lubię demotywować ludzi… 🤔

** Uproszczenie to zakłada ZEROWE koszty prowadzenia działalności (dla działalności usługowych, to dość powszechne) i nie uwzględnia kosztów księgowości. Kwota została zaokrąglona w górę.