W europejskich miastach takich jak Kopenhaga czy Amsterdam nikogo nie dziwi widok jadących rowerem do pracy urzędników w garniturach czy biznesmenów. Tam to jest normalne. A u nas? Mamy nieco inną kulturę. Samochód jest tradycyjnie symbolem prestiżu. Ale czy wszystkim nadal imponuje Jaguar czy Mazda MX-5?

Są w Krakowie takie firmy jak Comarch, którego prezes, profesor Janusz Filipiak, stwierdził w wywiadzie dla Gazety Wyborczej, że „milioner ma wyglądać na milionera”. Z pewnością nie zobaczymy go podjeżdżającego na dwóch kółkach pod biuro.

Z drugiej strony dla wielu nowych przedsiębiorców wzorem są postacie z okolic Doliny Krzemowej, takie jak np. Max Levchin, współzałożyciel PayPala i Yelpa, którego znakiem rozpoznawczym jest regularne jeżdżenie na rowerze.

Sukces jeździ rowerem…

Prezesi firm IT, które wyrosły ze startupów, mają szczególną skłonność do optymalizowania swojego czasu i wykorzystywania każdej okazji do aktywności fizycznej. Ruch odświeża, ruch karmi organizm na równi ze zbilansowaną dietą, ruch jest warunkiem peak performance. Najbardziej imponującym wehikułem stajemy się my sami.

Gdy nasza praca polega w dużej mierze na „siedzeniu przed komputerem”, codzienna jazda rowerem świadczy o naszym zdrowym rozsądku. Są setki badań wskazujących, że dzięki niej obniżamy ryzyko chorób serca i rzadziej trafiamy „na chorobowe”. Z drugiej strony, jeśli nie mamy na swojej drodze ścieżki rowerowej i jeździmy tuż obok ciężarówek lub dziurawymi chodnikami masakrującymi nam kręgosłup – to już nie jest taki dobry pomysł.

rowerem do pracy

A może to tylko moda?

Bardzo doceniam ludzi, którzy pracując intensywnie znajdują czas na regularną aktywność fizyczną. Nie zauważyłem jednak, by po porannej jeździe rowerem podejmowanie decyzji biznesowych stawało się łatwiejsze. Naprawdę. Moim zdaniem przekonanie, że skoro ludzie sukcesu jeżdżą rowerem to jazda rowerem jest przyczyną ich sukcesu, jest przykładem magicznego myślenia. To tak nie działa! Sprawa jest bardziej złożona. Nie wystarczy wyglądać jak człowiek sukcesu by nim się stać i pozostać nim na dłuższą metę.

Dlatego szanuję również tych przedsiębiorców, którzy do pracy dojeżdżają swoimi ulubionymi autami. I tak samo tych, którzy dojeżdżają metrem. Albo przylatują awionetką. Ja często jako alternatywę dla roweru wybieram… szybki i wygodny tramwaj.

Jestem głęboko przekonany, że w biznesie jest miejsce na autentyczność, bez przymusu robienia rzeczy na pokaz. Dlatego właśnie jeżdżę rowerem i tramwajem. Po prostu to lubię i uważam za rozsądne. Robiłem tak, gdy zakładaliśmy inFakt, i nie mam zamiaru z tego rezygnować dlatego, że inFakt stał się znaczącą firmą. Tak będę jeździł nawet wtedy, gdy wyjdziemy z naszym nowym produktem poza Polskę, co, mam nadzieję, przysporzy nam wszystkim w inFakcie splendoru.

Imponuje mi w przedsiębiorczych osobach to, że mimo rosnącej sławy pozostają wierni swoim przekonaniom i wartościom, że są autentyczni. Dlatego jeżdżę i będę jeździł do pracy rowerem. Bo taki jestem. To jest mój styl. Z tym jestem sobą. Szczególnie na wiosnę!

Prezes Zarządu inFakt Sp. z o.o. Pochodzący z Nowego Sącza, absolwent zarządzania na Akademii Górniczo-Hutniczej. Pierwsze "przedsiębiorcze szlify" zdobywał już od liceum. Chce pomagać innym przedsiębiorcom, aby prowadzenie księgowości było proste i bezproblemowe. Jego pasją jest tworzenie wartościowej organizacji, rozwijanie siebie i innych. Mąż Moniki i dumny tata Oli i Jeremiasza.